wtorek, 19 września 2017

Bez rutyny

Zmiany są dobre ;) Zainteresowani wiedzą o czym piszę. Dziękuję za wspólny super dzień! Filmik z przejażdżki poniżej.


piątek, 15 września 2017

Ruszamy

Leroy Merlin Bydgoszcz na trasie rowerowej :) Ruszyliśmy w kierunku Myślęcinka przez ogród botaniczny do Osielska. Powrót przez las i Dolinę Śmierci, Fordon do sklepu. Dziękuję za wspólną wyprawę!

sobota, 2 września 2017

La loire à vélo - nasz przyszły projekt 2018?

Wygląda imponująco :)
Nasza przyszła trasa 2018?
Zwiedziłem już kilka zamków nad Loarą dawno dawno temu. Czas odnowić "znajomość" :)



poniedziałek, 14 sierpnia 2017

(...) Żywioł

Nawet nie wiem jak zatytułować ten post. Miałem zdawać relację z wczorajszej jazdy co 50 km. Taki miałem plan...
Jak wyszedłem rano na podwórko nie byłem pewien czy pojadę. Na niebie czarne ciężkie chmury i chłodno. Zdecydowałem się i po śniadaniu ruszyłem. Roma przytuliła mnie i powiedziała: Jestem jedyną osobą w tym domu która naprawdę chce z Tobą jechać, a nie mogę...
Namawiałem Brunona na wspólny wyjazd ale się nie zdecydował.
Jak skręcałem na trasę nr 25 z Bydgoszczy do Koronowo przejaśniło się. Była idealna pogoda. Ta idealna pogoda lekko kontrastowała z konarami drzew i gałęzi, leżącymi na ścieżce rowerowej. Mniej więcej na 25 kilometrze pierwsze powalone na ścieżce drzewo - nawet mnie rozbawiło, że muszę przenosić rower przez pnie. Po trzecim razie, pomyślałem: Ot folklor będę miał o czym pisać. Gdzieś przed Tucholą wszystko się zmieniło. Powalone ponad stuletnie dęby przy ulicy których korzenie wyrwały jedną trzecią ulicy to był widok zadziwiający. Później miało już być jeszcze bardziej przygnębiająco. Nie miałem siły cokolwiek pisać. Z początku robiłem zdjęcia zdziwiony potęgą natury. Później nawet tego mi się odechciało. Nie miałem odwagi zrobić zdjęcia domom z zerwanymi dachami czy setkom tysięcy drzew połamanych jakby to były zapałki a nie las. Rozmawiałem z właścicielem domu na który poleciały 4 ogromne drzewa. Z uśmiechem ciężko doświadczonego przez los człowieka, opowiadał,  że nikomu nic się nie stało. Tylko szkoda bo musi czekać na ubezpieczyciela żeby mógł ocenić straty.
- Powinien być za 5 dni - powiedział.
- Przykro mi bardzo proszę Pana - powiedziałem na odjezdnym. A on się tylko smutno uśmiechnął i powtórzył "Nie ma co się martwić wszystko jest ubezpieczone. Źebym tylko mógł już zacząć sprzątać."
Nieszczęście zbliża ludzi.
120 kilometrów zniszczeń jak nie waham się użyć tego porównania po wybuchu bomby atomowej.
Do Sulęczyna w samym centrum Kaszub dotarłem w okolicach 21wszej. Ciemno wszędzie jak w opuszczonym na Bałkanach po wojnie, miasteczku. Spotkałem samochód i parę wyładowującą jakiś towar. Ta miejscowość o tej porze roku zawsze tętni życiem. Teraz tego nie ma. Brak prądu, wody podstawowych rzeczy, by się wydawało i nikt nic nie może z tym zrobić! Wczoraj się tylko dziwiłem. Dziś obok bawiących się nieopodal dzieci dla których jak gdyby nic się nie stało, oglądam w myślach te przerażające obrazy.

Przejechałem 200 kilometrów z czego się cieszę bardzo, dałem radę, to jest możliwe. 4 Memoriał im. Małgorzaty odbyłem nie do końca tak jak chciałem. Miał to być czas wspomnienia mojej mamy która odeszła 5 lat temu a było - jeszcze nie wiem jak to nazwać tak jak tego posta.

Poniżej kilka fotek absolutnie niereprezentatywnych. Nie miałem odwagi robić zdjęć jak wcześniej napisałem.




Podziwiam wszystkich strażaków którzy w tych dniach tak sprawnie usuwali powalone drzewa z ulic. Dziękujemy i wielki szacun!









wtorek, 8 sierpnia 2017

Nowy horyzont

W najbliższą niedzielę jeśli tylko pogoda pozwoli chcę pobić swój rekord i zrobić 200 km w ciągu jednego dnia. Może uda mi się namówić Brunona na wspólną jazdę.

środa, 2 sierpnia 2017

Inność i tolerancja czyli 50 lat w PRL-u

Post okołorowerowy.
Zanim podszedłem do człowieka czułem, że może być problem... ale od początku.

Ładujemy do pociągu wszystkie nasze rowery. Pani konduktor informuje nas, że za dwie stacje dojdzie do wagonu rowerowego pan na wózku inwalidzkim czyli mamy się tak ułożyć żeby zrobić miejsce na tenże wózek. Przedział otwarty dwóch pasażerów na czterech dostępnych fotelach. Pan około 65 i w podobnym wieku Pani. Sąsiedni otwarty przedział za szybą prawie pusty - na oko ze 30 miejsc wolnych. Pomyślałem, że jednemu z pasażerów który siedzi bezpośrednio przy rowerach będzie wygodniej w sąsiednim przedziale.
- Przepraszam Pana, w sąsiednim przedziale jest dużo wolnego miejsca może będzie Panu wygodniej niż tu z nami z rowerami? Zechce się Pan przesiąść? - pytam uprzejmie.
- Ależ oczywiście..., że nie!!! Przeżyłem 50 lat w PRL-u i nie po to, żeby się jakimś rowerzystom przesiadać - odpowiada z jadem i pełną satysfakcją "gość" rodem z lat 70tych ubiegłego wieku.
To oczywiście był tylko początek i wstęp do długich wywodów a propos "kto wam sprzedał bilety, po co się tłuczecie na tych rowerach, kto to widział" itp. itd. Do wymiany zdań dołączyła Rozalia. Facet tylko na to czekał już zaczął się podnosić z siedzenia w kierunku Rozalii z wrzaskiem, że "jak się śmie odzywać". W tym momencie "ciśnienie mi skoczyło". W tej samej chwili byłem przy ziejącym jadem Panu i palcem posadziłem go z powrotem na siedzenie.
- Czesław nie daj się sprowokować - zdążyła tylko powiedzieć Roma.
- Mam nadzieję "Gościu" z innej epoki, że będzie ci na starość kto miał podać szklankę wody - i odwróciłem się od niego.
Przez następne 1,5 h a to dzieci za szybko chodzą, a to za głośno mówią, a to za często chodzą do toalety. Im bardziej zrzędził, tym głośniej Pani - dziękuję za te słowa pięknie, proszę Pani jeśli czytać będzie Pani tego bloga przez przypadek - wyrażała aprobatę.
- Jesteście niesamowitą rodziną, jest Pan super ojcem i ma Pan takie wspaniałe dzieci - podkreślała ilekroć "PRL-owi" się ulewało...
Blisko 90 letni pasażer z beretką na głowie, który dołączył do nas na kolejnej ze stacji opowiadał o swoich przeżyciach z czasów II Wojny częstował dzieci śliwkami w czekoladzie - pięknie za dobre słowo i za cukierki dziękujemy proszę Pana! - również dodawał nam otuchy.
W końcu przeżegnawszy się kilkakrotnie z modlitwą na ustach Pan z czasów komunizmu nieoświeconego zaczął się szykować do wyjścia.
Przy drzwiach stała nasza przyczepka i oczywiście przeszkadzała Panu w drodze.
- Zastawiają wyjście co za ludzie! - krzyczał.
- Wciągnij swój brzuch! Będzie Ci łatwiej przejść - odpowiedział mu na to dziarski 90 latek.

Kurtyna opadła (...) a my śmialiśmy się jeszcze długo odreagowując bezinteresowną złośliwość człowieka.

Podsumowanie wyprawy wzdłuż Bałtyku lipiec 2017

Czas na końcową relację z naszej wyprawy. Filmik gotowy link poniżej. Opis i podsumowanie rownież poniżej.


Są też zdjęcia z aparatu a nie z telefonu - głównie dzięki Brunonowi.

Ile i jak przejechaliśmy:
Jak zwykle liczniki wskazały coś innego. U mnie 631 a u Romy 650 kilometrów. Oceniam na "oko" połowa trasy to normalne ulice po których poruszają się samochody - niestety bywało niebezpiecznie szczególnie podczas dobrej pogody gdy samochody rozpędzały się do 130-140 km/h.
Z tej połowy rowerowej 10-20% to piaszczyste drogi polne... czasami bagienne jak na wysokości Kluki.
Mieliśmy super rowerową pogodę bo nie było za gorąco na jazdę i dzięki temu najmłodszy mógł bić swoje rekordy.
Mapy - niestety okazało się, że oznaczenia w naturze tras mają inne kolory a właściwie co gmina to inne systemy, logika oznaczeń, jeśli już była. Jedynie szlak Św. Jakuba był oznaczany tak samo.

Kempingi i wyżywienie:
Kempingi nie odbiegają jakością od tych zachodnich. Podobny standard pryszniców, podobnie jak tam możliwość skorzystania z pralek i dodatkowej infrastruktury, placów zabaw dla dzieci itp. Tylko na jednym kempingu nie było trawki pod namiotami. W tym roku opieraliśmy się głównie na wodzie jeśli chodzi o picie a nie na słodkich napojach i to działa!
Nie jedliśmy często w restauracjach i raczej pomimo, że to wybrzeże unikaliśmy ryb prawie w całej podróży. Jednak we Władysławowie, pod koniec trasy, zapragnąłem tatara z łososia. Pani kelnerka przyniosła mi ścinki z podbrzusza ryby, zupełnie niejadalne i drugiej świeżości. Z głodu zjadłem cebulę reszty nietykając. Myślę, to był w tej restauracji proceder - odebrała przystawkę nie pytając czy smakowało, czy było dobre itp.... Roma podpowiadała żebym reklamował potrawę, na co jej odpowiedziałem, że mamy jeszcze drugie dania i obiady dla dzieci, więc nie chcę aby mi ktoś dodał coś do jedzenia...

Co będziemy robić tak samo a co zmienimy:
Obniżyłem o 2 cm w stosunku do roku poprzedniego moje siodełko. I to był strzał w dziesiątkę zero obtarć czterech liter i zakwasów. Dodatkowo podniosłem trochę kierownice i nie bolały tak nadgarstki. Będę z tym dalej eksperymentował. Muszę koniecznie zainwestować w naprawdę dobre i wytrzymałe karimaty samopompujące.
No i w przyszłym roku nie biorę przyczepki!!! Już jestem z tego powodu szczęśliwy.

Komentarze moich bliskich:
Brunon - było bardzo fajnie nie tak jak zawsze, inna atmosfera, w porównaniu z naszą pierwszą podróżą po Polsce mamy ogromne doświadczenie
Roma - Nietypowo bo trasy trudne, mogliśmy się wykazać szczególną cierpliwością, no i byliśmy razem!
Rozalia - Weszliśmy na wyższy poziom wtajemniczenia rowerowego
Edmund - Było bardzo fajnie, zawsze chciałem pojechać nad morze, żeby się tam kąpać i zawsze chcę otrzymywać prezenty na urodziny i zawsze będę Was kochał :) - słodkie synuś dziękuję :)

Od siebie dodam wiedząc to co wiem dziś zastanowiłbym się nad udziałem 2ki najmłodszych albo wybrałbym inne trasy być może krótszy ogólny dystans, by zapewnić więcej bezpieczeństwa pociechom.








Urodziny Edmunda.




Nasz domowy Neymar ;)

Codzienne pakowanie.


Nasz sprzęt.